środa, 22 marca 2017

Ciasto a'la pomidorro czyli słodycze z warzywami

No tego jeszcze nie było!!

W związku z tym, że znów robię sobie detoks od sklepowych słodyczy ( no prawie detoks ;) ) to oczywiście szukam inspiracji do przygotowania zdrowych słodkości. I kiedy zobaczyłam ten przepis wiedziałam, że MUSZĘ go wypróbować. Po prostu muszę !!!

No bo wszyscy mówią -  stosuj w swojej diecie jak  najwięcej warzyw a tu proszę - ciasto z pomidorami :D

Tak, tak dobrze przeczytaliście. Z pomidorami w puszce!!

Przepis wegański, zdrowy, banalnie prosty aczkolwiek oczywiście nie 0 kalorii :)

W smaku przepyszny, wszyscy chwalili  i nikt ale to nikt nie domyślił się co jest tym magicznym składnikiem nadającym piękny pomarańczowy kolor :) 

No ale do rzeczy. Ja spróbowałam, więc dzielę się z Wami przepisem :D 
Z porcji wychodzi niewielka keksówka czyli w sam raz dla łasuchów na 2 -3 dni  aby się nie przejeść :P

Poza tym wykonanie jest banalnie proste, nic nie można zepsuć więc może je zrobić każdy :) 

Wypróbujcie koniecznie i dajcie znać co o nim sądzicie :D 


Składniki 

  • 2 szklanki mąki jaglanej 
  • niewielki dojrzały banan
  • 1/3 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki cukru brązowego (lub ksylitolu)
  • 1 szklanka krojonych pomidorów z puszki
  •  łyżeczka sody
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżeczka mielonego imbiru
  • łyżeczka cynamonu
  • 1/3 łyżeczki soli

Do polewy:

  • 1/3 szklanki cukru pudru
  • łyżeczka kakao
  • odrobina wody
  • duża łyżka jogurtu greckiego
 Przygotowanie:

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni i w tym czasie przygotowujemy ciasto. 

W blenderze miksujemy pomidory, banana, olej i cukier aż powstanie puszysta masa.
W oddzielnym naczyniu mieszamy suche składniki. Potem łączymy suche z mokrymi i chwilę razem miksujemy.


 Niewielką keksówkę wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy ciasto i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy ok 45 minut. Po upieczeniu odstawiamy do ostygnięcia i robimy polewę. 
Do cukru pudru dodajemy odrobinę ciepłej przegotowanej wody,łyżeczkę kakao. Mieszamy, dodajemy jogurt i polewamy ostudzone ciasto. 


 




















 Jeśli nie mamy w domu mąki jaglanej, możemy zmielić w młynku kaszę jaglaną co i ja uczyniłam. 
 Wtedy konsystencja jest nieco bardziej grudkowata.

Zamiast cukru brązowego dodałam cukier kokosowy bo podobno zdrowszy :) a poza tym kupiłam jakiś czas temu i jakoś nie było okazji wykorzystać. Myślę,  że nie zmienił on smaku ciasta bo w wyglądzie i smaku przypominał po prostu..cukier :)

No a zamiast kakao dałam jego zdrowszą alternatywę - Karob.

Życzę smacznego łasuchy :D

piątek, 17 marca 2017

Dlaczego boisz się osiągnąć sukces?


Ostatnio jakoś tak się składa, że słyszę  od ludzi wkoło mnie, że komuś coś nie nie udało, ma "doła" problemy większe i mniejsze.
Ktoś coś planuje, wyznacza sobie cele a potem wszystko sypie się jak domek z kart. Nagle się wycofuje. Twierdzi, że teraz nie ma do tego głowy ani siły.
Wiadomo, chyba nikt nie ma życia usłanego różami i nawet najpiękniejsi, najbogatsi i najlepsi mają swoje większe lub mniejsze problemy. 
Często jednak bywa i tak, że większość życia jest raczej różą wśród cierni. Co wtedy? Tacy ludzie w  muszą pracować 3 razy dłużej i mocniej żeby cokolwiek osiągnąć. 

Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że brakuje im poczucia wartości. Wtedy wiara w to,  że mogą osiągnąć wszystko o czym sobie zamarzą przychodzi im dużo trudniej niż innym.

A dlaczego jedni mają to poczucie wartości a inni nie? Czy z poczuciem wartości człowiek się rodzi? Otóż nie. Poczucie wartości budują w dzieciach ich rodzice, potem nauczyciele, ważne dla nich osoby. W dorosłym życiu człowiek musi budować je sobie sam. A jak wiadomo..."czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci".

Cóż, czasem rodzice zupełnie nieświadomie i zapewne wcale nie celowo robią wszystko aby młody człowieczek znielubił siebie i aby absolutnie nie wierzył w swoje możliwości. Na przykład ktoś przez 20 lat przynosi do domu same piątki, jest grzeczny, nie sprawia kłopotów, dwoi się i troi aby rodzice powiedzieli mu choć raz ze są z niego dumni, w zamian za to słyszy "ok". W tym czasie  jego rodzeństwo które jest dość kłopotliwe, chwalone jest nawet za codzienny uśmiech. Wtedy młody człowiek, rośnie w poczuciu, że jest gorszy. Czasem czuje się gorszy bo jego rodzice się rozwiedli a przedtem przez 3 lata awanturowali się codziennie w domu.  Czasem czuje się gorszy bo jego rodzic za dużo pije a czasem dlatego, że jest zimny i nie potrafi okazywać uczuć. Jednym słowem kiedy w naszym życiu nie było osoby która pomogła by nam takie poczucie wartości zbudować bardzo trudno jest je "posiadać"

A budowanie poczucia wartości pod 30-tke lub 40-tkę do najłatwiejszych nie należy. Wiadomo, im dalej w las tym gorzej.
 Dlatego też często przez całe życie pracują na znienawidzonych etatach, wykonują pracę której nie znoszą, latami tkwią w toksycznych związkach, lub po prostu wegetują w myśl przekonania "inni mają gorzej"
Jak ja to zawsze mówię "Siedzisz jak żaba w śmierdzącym bagnie po uszy, a mogłabyś zmienić jezioro. Może tam woda była by czystsza ale nie, bo po co. Przecież masz tu  śmierdzące ale  za to znane i bezpieczne bagno co nie?"

Coś Wam to przypomina?


 I mnie czasem taki mój osobisty potwór podcina skrzydła.  Na hasło - zmieńmy coś na lepsze, w  moich myślach pojawia się troll który mówi :

"Monia, zjedz ciasteczko, to ci się lepiej zrobi. Usiądź przed kompem, tv, zrelaksuj się, po co chcesz coś zmieniać, źle ci?  Ooo zjadłaś jedno ciasteczko? Czy to oby nie za mało? Weź sobie paczkę, albo nie najlepiej kup sobie ulubione rurki z biedronki i się najedz po korek. Zrobi Ci się błogo i nie będziesz myśleć i kłopotach, zmianach które może i mogłabyś wprowadzić w życie aby żyło ci się lepiej ale po co?"
 Czasem mam wrażenie, że próbuję zagłuszyć swój strach przed nieznanym jedzeniem.

Też tak macie?

Tymczasem okazuje się że większość naszego lęku okazuje się po prostu nieracjonalna. Wielokrotnie zrezygnowałam w swoim życiu z fajnych pomysłów na siebie,  bo bałam się wyśmiania, niepowodzenia. Tymczasem wszystkie te, które udało mi się zrealizować okazały się być sukcesem lub po prostu fajnym przeżyciem. Żaden ze zrealizowanych pomysłów nie skończył się klapą, porażką, wyśmianiem czy innymi złymi konsekwencjami. Więc może jednak warto próbować? 

Prezydent Roosevelt kiedyś powiedział „Jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać, jest sam strach”

Jak go jednak oswoić?

Po pierwsze małymi kroczkami. Każdego dnia staraj się zrobić coś czego się boisz. Chcesz napisać książkę ale boisz się krytyki napisz 4 zdania. Szukasz klientów lub sponsora do biznesu? -codziennie wykonaj 1 telefon w tej sprawie. Chcesz zacząć ćwiczyć ale boisz się wyśmiania przez ludzi? Zacznij od kilku minut w domowym zaciszu?
Pamiętaj jednak aby robić to SYSTEMATYCZNIE.
Nie odpuszczaj, nie poddawaj się a przekonasz się że strach ma wielkie oczy. Jeśli choć trochę otworzysz się na nowe wyzwania i podejdziesz do nich bez wielkich oczekiwań zawsze znajdziesz rozwiązanie.

I tego właśnie życzę wszystkim czytelnikom. Osiągnięcia sukcesów małych i dużych :)

środa, 8 marca 2017

"Odpakuj się" na dzień kobiet

 Tak mi się nasunęło. Z dbaniem o szczupłe i zdrowe ciało jest jak z pakowaniem prezentów....

Wczoraj w pracy moja znajoma pakowała prezent dla przyjaciół. Kupiła piękny ozdobny papier. Rozłożyła go na stole i kilkukrotnie przekładała pudełko tak aby jak najlepiej pasowało do rozmiaru i wzoru papieru. Potem z precyzją zegarmistrza przez kilka minut docinała papier. Następnie jeszcze bardziej dokładnie i precyzyjnie zagięła wszystkie rogi i okleiła taśmą odmierzoną co do centymetra. Siedziałam z boku i obserwowałam to z rozbawieniem :)

Pomyślałam sobie. Hmm, zapakowany prezent wygląda na prawdę okazale. Jednak pod papierem znajduje się coś kupione od niechcenia, byle jak i tanio. Zapytałam samą siebie w myślach -
 "Czy to opakowanie jest tak bardzo ważne? Czy ważniejsze jest to co w środku?" Przecież opakowanie zostanie zniszczone a właściciele prezentu na długo pozostaną z jego zawartością...

 Nagle uświadomiłam sobie, że tak właśnie czasem funkcjonujemy. Zwłaszcza my kobiety. Inwestujemy w nasze "opakowania". Zawsze modna fryzura, zrobione paznokcie, makijaż bez którego nie pokażemy się ludziom na oczy. Zawsze modny ciuch zakrywający mankamenty naszej figury. 

A co mamy w środku?


Często kompleksy na puncie wyglądu. Nadwagę, cellulit, suchą skórę. Niskie poczucie wartości i ogólnie złą samoocenę o sobie. 

Dlaczego więc tak dbamy o tą otoczkę? O to nasze opakowanie? Czyż nie jest ważniejsze to co jest w środku? Czy oby nie powinno być dla nas najważniejsze nasze zdrowie, nasze samopoczucie i myślenie o sobie w kategorii "MAM TĘ MOC"? :D

Pamiętajmy, że jak stracimy zdrowie to nasza zewnętrzna maska, nasz wygląd nie będzie miał już żadnego znaczenia!! Ona nie pozostaje sama w sobie bez udziału naszej duszy i ciała!!

Dlatego z okazji Dnia Kobiet życzę wszystkim Paniom 100 % wewnętrznego piękna i mocy :) Zadbajcie o to co jecie. Odstawcie lub ograniczcie przetworzone jedzenie. Pokłóćcie się z białym cukrem bo  w dużych ilościach jest naszym wrogiem. Ćwiczcie przynajmniej kilka razy w tygodniu aby wasze ciało było zawsze piękne i silne i zdrowe. Rozwijajcie się zawodowo i duchowo. 

 
Pamiętajcie, że musimy być silne bo tylko my jesteśmy przedstawicielkami dalszego rozwoju naszego gatunku. 
Pamiętajcie!!!
 
W kobietach XXI wieku jest największa siła!!!

Miłego dnia Kobiet :)







Powyższy tekst powstał dla Was przy współpracy portalu kobieceporady.pl z którym zaczynam współpracę :) 

piątek, 3 marca 2017

Plan na odchudzanie przez duże "P"

Przychodzi taki moment w życiu niemal każdego człowieka, że myśli sobie. No dobra teraz już na pewno nadszedł "ten czas" na odchudzanie, zdrowe odżywianie czy aktywność fizyczną.
Jednak od pomysłu do realizacji jeszcze długa droga. 
Co zrobić aby takie postanowienia były bardziej skuteczne> Co zrobić aby  nie były tylko słomianym zapałem? 

Otóż kluczem do sukcesu jest dobry plan czy też dobre określenie celu jak kto woli.

Wiele osób zapyta. Ale po co? Co to za filozofia schudnąć czy zacząć ćwiczyć. A jednak...
"Połowa osiągnięcia celu to jego prawidłowe wyznaczenie”
                                                                                    -Zig Ziglar

A więc plan jest nam potrzebny po to, aby mieć do czego dążyć i z czym porównywać. Bardzo często rezygnujemy, bo już po tygodniu nie pamiętamy po co tak właściwie się męczymy? :D
Poza tym, im bliżej jesteśmy osiągnięcia naszego celu tym bardziej motywacja wzrasta.

No dobra więc postanowiliśmy że napiszemy plan. Ale co ma w nim być? Otóż każdy dobry plan powinien być oparty na regułach SMART-ER  i nie chodzi mi tu  bynajmniej o markę pewnego małego samochodziku :D
jak wyznaczać cele metodą SMART
źródło zdjęcia: http://designyourlife.pl


Nasz cel powinien być przede wszystkim szczegółowy,  mierzalny, atrakcyjny, realistyczny,      terminowy oraz ekscytujący i rozpisany czyli w skrócie   SMARTER








 No dobra ale co to tak dokładnie jest ten SMART-ER zapytacie? Otóż plan powinien być:

 S - SZCZEGÓŁOWY - czyli dokładnie określony. Jeśli celem jest schudnięcie to określ jakimi sposobami chcesz to zrobić.Czy będzie to sama dieta?  Ułożysz ją sama czy skorzystasz z porad dietetyka lub gotowej diety? Czy dołączysz do tego ćwiczenia a jak tak to jakie? Co zrobisz gdy zaproponowane metody nie podziałają? Kogo możesz poprosić o pomoc w osiągnięciu celu? itp. 
 M -  MIERZALNY - czyli kiedy poznasz, że osiągnęłaś cel? Idąc dalej tropem odchudzania mierzalność można wyznaczyć wymarzoną liczbą kilogramów do schudnięcia. Na przykład zamiast celu "Chcę schudnąć" napisz "Chcę schudnąć min 15 a max  20 kg do np. czerwca 2017"
A - AMBITNY - osiągnięcie przez Ciebie celu może wiązać się z atrakcyjną nagrodą. Gdy bierzesz udział w konkursie i go wygrasz dostajesz zazwyczaj nagrodę. Potraktuj więc swój cel jak konkurs i nagródź się za każde zwycięstwo. Im bardziej ambitny plan tym bardziej atrakcyjna nagroda. Na przykład: "Gdy schudnę 20 kg w ciągu roku to kupię sobie wymarzony sprzęt, wyjadę na wymarzone wakacje itp"  ( każdy wybierze tu to co jest dla niego atrakcyjne lub jest spełnieniem marzenia)
 R - REALISTYCZNY - czyli możliwy do osiągnięcia i tylko trochę powyżej twoich możliwości. Jeśli np. chcesz schudnąć 20 kg w 3 miesiące a nie ważysz 150 kg to taki cel jest mało realistyczny. Po pierwsze waga tak szybko nie spada a nawet jeśli tak się zdarzy, to oznacza to że stosujesz głodówkę i twoje odchudzanie jest dla Ciebie po prostu niezdrowe.  Poza tym za trudny cel początkowo motywuje do wytężonej pracy. Jednak gdy po pewnym czasie nie widać oczekiwanych efektów przestajemy się starać, zniechęcamy się a w ostateczności zupełnie rezygnujemy i porzucamy nasz plan. Ewentualnie odkładamy go na bliżej nieokreślony termin lub na świętego Dygdy - czyli nigdy :)
 T- TERMINOWY - cel który nie ma daty realizacji zazwyczaj pozostaje niespełnionym marzeniem. Dlatego jeśli nasz cel jest duży, długoterminowy i pracochłonny to warto rozłożyć go na kilka mniejszych i drobniejszych celów. Na przykład schudnę 4 kg w miesiąc zamiast 20 kg w 6 mcy.
E-EKSCYTUJĄCY - cel powinien być dla ciebie ekscytujący. To powinno być coś takiego, że jak zamkniesz oczy i wyobrazisz sobie siebie po jego osiągnięciu, to uczucie pojawiające się w tym momencie można porównać do euforii. Jeśli myślenie o osiągnięciu celu nie będzie budzić w tobie emocji to nie będziesz mieć wystarczająco dużo motywacji żeby go osiągnąć!!
R-ROZPISANY - to już najłatwiejsza cześć :) bo oznacza to po prostu, że cel musi być zapisany na papierzelub na innym nośniku danych :)  Każdy z nam ma tendencję do zapominania a "papier przyjmie wszystko"
 źródło zdjęcia: http://aegee.waw.pl

 No więc od początku. Nadszedł "ten" dzień i mamy mega motywację więc nasz plan jest bardzo ambitny 

Po tygodniu okazuje się jednak,  że jedno z dzieci zachorowało i wykluczyło nas to nie tylko z dwóch spacerów ale i  całego tygodnia aktywności.
Planujemy "zero słodyczy" a tymczasem nasza ukochana babcia piecze dla nas ulubione ciasto i przykro nam jej odmówić skosztowania kawałka.

Im więcej razy łamiemy sami sobie narzucone zasady tym bardziej tracimy motywację, chęci do pracy nad sobą i wiarę że tym razem nam się uda?

Co wtedy?

Zawsze można rzucić odchudzanie w cholerę i  na pocieszenie najeść się ciastek ale można spróbować też inaczej.

Jesteśmy tylko ludźmi. popełniamy błędy które zdarzają się nawet najlepszym. Kiedy nasz plan się wali, kiedy okazuje się, że nie dajemy rady, możemy, jakby to zrobił najlepszy przywódca zweryfikować ten plan i go skorygować. 







A przy korygowaniu pamiętajmy o:

1. Małe kroczki,

2. Jeden cel główny i kilka mniejszych bardziej krótkotreminowych ( dla tych którzy nie potrafią planować ) nawet jednodniowych.

3.Określę sposoby realizacji celu: np. nauczę się zdrowych zasad żywienia - czyli w jaki sposób to zrobię: np. poproszę o pomoc dietetyka, przeczytam na ten temat 2 książki, porozmawiam z koleżanką która zdrowo się odżywia itp.
Będę ćwiczyć - czyli co, jak często i jak długo ( mając z tyłu głowy jak wygląda plan naszego dnia i czy damy radę wcisnąć w niego ćwiczenia). Nie planujmy 7 dni aktywności gdy dotąd nie ćwiczyliśmy wcale lub wiemy,  że pracujemy przez dwa dni w tygodniu od rana do nocy i po pracy nie mamy  już siły nawet ruszyć mały palcem u stóp.


jak planować
źródło zdjęcia: http://piotrekczechowski.pl
Te same zasady działają nie tylko w odchudzaniu ale i w każdej dziedzinie naszego życia.Chcesz się rozwijać ale łapiesz 5 srok za ogon  i nie wiesz którą wybrać? 
Chcesz napisać książkę ale nie masz w głowie pomysłu na wszystkie jej rozdziały? 
Chcesz nauczyć się tańczyć ale wyobrażasz sobie siebie od razu jako mistrza tańca?

 A może tak po prostu, pomału pomalutku?

Wybierz jedną dziedzinę i zacznij się w niej rozwijać.
Napisz pierwszą stronę swojej książki.
Zapisz się na 20 godzinny kurs tańca.
 Powoli. powolutku systematycznie a osiągniesz każdy cel
To co?
Gotowi do napisania życiowego planu na wiosnę ?

czwartek, 26 stycznia 2017

Zrób to dziś - reaktywacja

Obiecałam sobie, że od stycznia 2017 wracam do dobrych, żywieniowych nawyków. Jednak codziennie, "coś" stawało mi na przeszkodzie. A to praca, a to stres, a to urodziny, imieniny, a to chandra a to.... Jednym słowem robiłam wszystko aby nie zacząć "od dziś" . Oczywiście miałam przez ten miesiąc lepsze i gorsze dni, ale generalnie nie działałam systematycznie, planowo i trwale.

Kilka dni temu, pewna kobieta sukcesu  Ola Budzyńska z paniswojegoczasu rozpoczęła kampanie reklamową  kursu "Zrób to dziś" czyli jak nie odkładać na jutro 

Napisała do mnie w sprawie tego kursu znajoma. Czy  go polecam i w ogóle?
Okazało się, że do kupna kursu zachęciła ją moja opinia:

źródło: http://zrobtodzis.pl/opinie

Przypomniałam sobie , że ja ten kurs zrobiłam w zeszłym roku i muszę przyznać, wywarł on na mnie ogromne wrażenie. I choć robiłam w swoim, życiu już wiele kursów motywacyjnych stacjonarnych to ten internetowy dał mi mega kopa do działania. Nie ukrywam,  że kiedy go kupowałam obawiałam się,  iż będą to zmarnowane pieniądze. Jak dotąd żaden z kursów on-line nie był dla mnie satysfakcjonujący. Kursy te zazwyczaj były robione "po łebkach" a poza tym ja do działania potrzebuję. żywego organizmu czyli innej osoby a nie komputera i wirtualnego doradcy. A jednak ten był inny...

Po rozmowie ze znajomą, przypomniało mi się, że dzięki temu kursowi zdobyłam tytuł instruktora Zumba i od pół roku prowadzę własne zajęcia :D  Mało tego, zostałam instruktorem Strong By Zumba - jak na razie drugim w Szczecinie :) i podjęłam się nowej pracy?

Zumba



Mało??

Może dla kogoś mało, ale dla mnie mega dużo. Przez pół roku osiągnęłam więcej celów, niż przez trzy lata.





Bardzo często w naszym, życiu tak jest, że chodząc na kursy i spotkania motywacyjne mamy mega zapał do pracy ale dość szybko on ulatuje. Tak pewnie było i w moim przypadku. Choć zmieniłam pracę, to okazało się, że wpadłam  w taki wir obowiązków, iż nie potrafię znaleźć równowagi między pracą zawodową a życiem osobistym. Hmmm, przydał by się znów jakiś motywator - pomyślałam.
I nagle mnie OLŚNIŁO!!!

Przecież, kurs Oli raz zakupiony jest mi dany na zawsze!! I teraz kiedy rozpoczyna się on na nowo mogę zrobić go kolejny raz bez żadnych kosztów. Mało tego, mam ze sobą kilkuset osobową grupę wsparcia na FB w postaci innych kobitek robiących ten kurs!!!!
To tylko 14 dni ale być może znów wiele zmieni w moim życiu!!!

pani swojego czasu
źródło:https://www.facebook.com/paniswojegoczas
Tak więc za kilka dni przyłączam się do nowej grupy robiących kurs. Może ktoś z Was też będzie chętny??
Nieważne jaki masz cel?
Czy taki jak ja -czyli jak pogodzić chęci wyglądania szałowo w swoim ciele z brakiem czasu i chęci na zdrowe odżywianie?
Czy może też, jak pogodzić pracę zawodową z planami rozwoju zupełnie nowego zajęcia zawodowego, zgodnego z pasją?
A może swój zupełnie inny? Twój wybór
Ja wybrałam :D

P.S.  A i żeby nie było.Ten post absolutnie nie jest sponsorowany :) No chyba, że zapłatą za reklamę jest motywowanie i dzielenie się doświadczeniem przez Olę :)Nie wierzysz? Sprawdź :D


Ola Budzyńska
https://www.facebook.com/paniswojegoczasu/photos/

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczna refleksja -oby nowy rok przyniósł "dobrą zmianę"

No i mamy kolejne Boże Narodzenie a zaraz za nim kolejny rok. Za kilka dni obudzimy się o rok....piękniejsi :) a na pewno mądrzejsi o doświadczenia z tego roku.

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie to był rok pełen zmian. Zarówno dobrych jak i trochę mniej.....

idę na dietę od nowego roku
czas na zmiany


Jeszcze pół roku temu miałam stałą, stabilną pracę.  W domu byłam codziennie o tej samej określonej porze. Mogłam zaplanować swoje posiłki niemalże co do minuty. Pięć posiłków co 3-4 godziny w stałych porach. No żyć nie umierać. Po dwóch latach jedzenia zdrowych pełnowartościowych posiłków , po dwóch latach regularnych ćwiczeń 5-6 razy w tygodniu myślałam, że nic już tego nie zmieni. Wierzyłam, że nabyty nawyk wszedł mi tak bardzo w krew, iż cokolwiek się nie wydarzy, mój sposób jedzenia i aktywności nie zmieni się. Nie ma takiej opcji, mawiałam.
A jednak życie jest bardzo przewrotne, i dość szybko przypomniało mi się znane przysłowie "nigdy nie mów nigdy" 

Pół roku temu postanowiłam spełnić swoje marzenie. Od zawsze lubiłam tańczyć a będąc nastolatką jak pewnie wielu dziewczynkom marzyła mi się kariera tancerki. Potem przyszła szara rzeczywistość i marzenie schowało się pod stertą marzeń przyziemnych. Od dwóch lat minimum dwa razy w tygodniu tupałam nogą w pierwszej linii na Zumbie. Zumba... to dzięki niej pokochałam aktywność fizyczną i z wiecznie zmęczonej i zdegustowanej życiem księgowej stałam się pełną życia i siebie dziewczyną. Jedno jest pewne. Poczułam się z 10 lat młodsza :) Dlatego też, postanowiłam spełnić te swoje dziecięce marzenie i tańczyć choć trochę ... zawodowo :) I tak pół roku temu zostałam INSTRUKTOREM ZUMBA <3 

Ponadto odkąd udało mi się wytrwać w swoich postanowieniach, schudnąć do wymarzonej wagi i 
jeszcze długo ją utrzymywać nabrałam mnóstwo pewności siebie i dzięki temu rozwinęłam swój niewielki biznes.
Jednak każda strona ma swój drugi medal. Rozwój zawodowy spowodował, że przybyło mi mnóstwo obowiązków i stresów i racjonalne odżywianie poszło w zapomnienie. A  jakby mi było mało wzięłam się za remont generalny mieszkania. Po prostu nie było szans na planowanie i szykowanie wieczorem zdrowych posiłków na następny dzień, gdyż czasem zwyczajnie nie było na to siły. Na prawdę wierzyłam, że kupne pierogi czy pizza przez kilka dni mnie nie zabije. A jednak....
Remont się przedłużał, nowe zawodowe obowiązki wymagały więcej godzin pracy, do tego zajęcia Zumby cztery razy w tygodniu i .....organizm bardzo szybko przypomniał sobie co tak bardzo lubi i na kolację domagał się coraz więcej węglowodanów i coraz większych porcji. Na wadze mam pięć kilo na plusie. Jedni powiedzą, że to nic i że teraz to właśnie świetnie wyglądam bo wcześniej byłam za chuda. Inni powiedzą, że jak na pół roku to dużo. Ale mnie nie o wagę chodzi tylko o SAMOPOCZUCIE i poczucie, że łamię swoje ZASADY :( Pomimo aktywności fizycznej moje uda znów pokrył cellulit a skóra stała się szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Poza tym rano wstaję po prostu zmęczona co nie zdarzało się gdy odżywiałam się zdrowo. Jednym słowem czuję się ŹLE. 
A więc znów czas na zmiany... :D

zmiany
Dodaj napis

Wraz z nowym rokiem postanowiłam znów zmienić priorytety. Praca i pieniądze są ważne ale zdrowie i dobre samopoczucie najważniejsze. Od nowego roku moim priorytetem będzie powrót do właściwego stylu odżywiania. Więcej warzyw i owoców i mniej przetworzonych potraw. I woda, woda i jeszcze raz woda o której niestety ostatnio zapominam i zastępuję często kawą. 

Wam również życzę, zarówno z okazji Świąt Bożego narodzenia jak i nadchodzącego nowego
2017 roku abyście podejmowali same dobre decyzje. Aby postanowienia noworoczne nie kończyły swojego bytu po pierwszym tygodniu  nowego roku. Abyście wytrwali w swoich postanowieniach. Pamiętajcie "Nie ma słabych ciał, są tylko słabe charaktery" (Anna Niemczynow).
Udowodnijcie sami SOBIE, że macie silny charakter, a gdy zadbacie o to co dla Was ważne, życie odwdzięczy się  Wam  po stokroć, Jestem tego pewna :) Dlatego do dzieła bo warto!!

Na koniec pragnę Wam złożyć Zumbowe życzenia i zachęcić do Zumby bo Zumba jest tańsza od terapii :) Kto nie był nie koniecznie spróbuje. Niezależnie czy masz 5 czy 75 lat :D  Tam się rodzi pewność siebie, kobiecość, gibkość ciała i ...przyjaźnie na całe życie :)


niedziela, 20 listopada 2016

Z pamiętnika "jedzenioholika"

Wczoraj rano po przebudzeniu  kiedy kolejny raz w tym miesiącu źle się czułam powiedziałam do siebie: "I znów to zrobiłaś :( Jak ja siebie za to nie lubię. Ale od dziś dosyć. To był ostatni raz...". 
Po czym rozpoczął się dzień jak co dzień. Na śniadanie byłam grzeczniutka bo czułam w żołądku jeszcze wczorajsze szaleństwo ale potem na pierwszej przerwie na kawę dziabnęłam sobie "maluszka".  Po południu zadzwonili znajomi i zaprosili spontanicznie na imprezę a że dawno się nie widzieliśmy chętnie się zgodziłam. Nie wypadało pójść z gołą ręką więc kupiłam jakiś "zestaw imprezowy" W domu spożyłam trochę tego co kupiłam co by sprawdzić czy świeże i czy smaczne. Resztę grzeczniutko spakowałam i poszłam na imprezę z mocnym postanowieniem, że dziś będę grzeczna. Jednak gdy stanęło wszystko na stole poczułam ssanie w żołądku i ...popłynęłam. 
Dziś rano obudziłam się z bólem głowy, uciskiem w żołądku i fatalnym samopoczuciem psychicznym.  Ech, miało być od wczoraj ale na pewno od dziś się uda.

Brzmi jak wyznanie alkoholiczki?? 

Ale nie jest. Alkoholu na imprezie nie tknęłam bo resztką sił i rozumu mówię sobie, że aby nie wrócić do wagi z przed 3 lat będę unikać kalorycznych rzeczy do których mnie nie ciągnie i regularnie ćwiczyć Na wstępie mowa o jedzeniu. O obżarstwie potrawami których osoba ze skłonnością do tycia nie powinna ruszać!!! Sałatkach  z majonezem, słodyczach czy białym pieczywie w dużych ilościach. Że nie wspomnę o coli i słodkich sokach wypitych na imprezie. 

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=Fx89XfKF--Q


Ach a jeszcze kilka miesięcy temu piałam peany wszem i wobec, że utrzymanie wagi jest możliwe a nawet bardzo proste. Przecież 2,5 roku wytrzymałam. Całkowicie zmieniłam rodzaj jedzonych posiłków na zdrowy i fit. Dałabym sobie chyba ręce obciąć, że nie wrócę już  do kotletów w panierce, pierogów, kopytek czy białego pieczywa. Wystarczyło jednak, żeby coś naruszyło mój system dbania o to co i jak jem a wszystko posypało się jak domek z kart i uzależnienie do jedzonych przed dietą potraw i obżarstwa wróciło. 

Zaczęło się od wakacji na których postanowiłam zaszaleć i nie odmawiałam sobie niczego. Do tego wzięłam dodatkowy etat i jakby mi było mało postanowiłam prowadzić zajęcia Zumba. No przecież dzięki temu jest aktywna fizycznie pomyśli pewnie niejeden z Was!!. OK. Macie racje. Jednak brak czasu na gotowanie i regularnie spożywanie posiłków spowodował, że pomału wróciłam do  wysoko przetworzonych dań. Raz czy drugi nie zrobiłam obiadu na następny dzień bo wyszłam do pracy o 6.30 a wróciłam do domu o 21.00 i nie miałam siły stać przy garnkach. Następnego dnia w porze obiadowej zjadłam kupne pierogi. Przecież raz czy dwa mnie nie zabije, pomyślałam. Jednak takie dni z "pierogami" czy gotowymi "makaronami w sosie" albo też "pizzą" zdarzały się coraz częściej. Oczywiście każdy słony posiłek musiał być zagryziony czymś słodkim. 

Organizm uzależniony od takiego jedzenia szybko dopomniał się o to z czego został jakiś czas temu ograbiony a ciało bardzo szybko zaczęło kumulować tę energię spożytą z nadmiarem węglowodanów i zamieniało ją w tłuszczyk.  Do tego rodzaj jedzonych posiłków od śniadania do podwieczorku powodował, że szybko po nich robiłam się głodna i wracając z Zumby o 20.00 zasiadałam do kolacji która...potrafiła kończyć się o 22.00 :( Oczywiście zawsze zaczynałam grzecznie od pełnowartościowego posiłku a potem ... tu paluszek, tu cukiereczek , to nagła ochota na pszenną pachnącą bułeczkę z masłem i żółtym serem o 21.00. Codziennie obiecuję sobie że to był ostatni raz i od jutra wracam na właściwe tory. I codziennie legnę.  Waga od wakacji ruszyła mocno w górę a ja ważąc się co miesiąc jestem na siebie coraz bardziej zła. 
Znacie to??

nałogowe obżeranie się
źródło: zdrowie.gazeta.pl

JESTEM JEDZENIOHOLICZKĄ I NIE JESTEM Z TEGO DUMNA!!!

Nie wstydzę się o tym głośno mówić ani nie usprawiedliwiam tym swojego obżarstwa. Po prostu jestem w nawrocie. Wiem, że uda mi się podnieść po tym upadku. Znam zasady, wiem co robić. Aczkolwiek wrócenie na właściwe tory jest trudne jak cholera. Jeden, dwa dni jest super a potem legnę na całej linii i tak od nowa. Jeszcze niedawno byłam wsparciem i motywacją dla osób z nadwagą a dziś ja sama potrzebuję takiego wsparcia. 
Tak to z tym uzależnieniem bywa. Bo w przeciwieństwie do alkoholika -abstynenta który sklep z alkoholem omija szerokim łukiem "jedzenioholicy" z jedzenia zrezygnować całkiem nie mogą. Mogą jednak nauczyć się jeść zdrowo i regularnie.

Zastanawiasz się czy też jesteś  uzależniona/y od jedzenia?

"Sprawdź 14 punktów, które pomogą ci stwierdzić, czy jesteś Anonimowym Żarłokiem:
  1. Czy jesz, kiedy nie jesteś głodna?
  2. Czy sprawiasz sobie "uczty jedzeniowe" bez wyraźnego powodu?
  3. Czy masz poczucie winy i wyrzuty sumienia, kiedy się objesz?
  4. Czy poświęcasz jedzeniu zbyt wiele czasu i myśli?
  5. Czy czekasz z zadowoleniem i niecierpliwością na chwile, kiedy będziesz mogła jeść w samotności?
  6. Czy z wyprzedzeniem planujesz te sekretne uczty? Czy jesz umiarkowanie w towarzystwie innych osób?
  7. Czy twoja waga ma wpływ na sposób, w jaki żyjesz?
  8. Czy próbowałaś być na diecie przez tydzień lub dłużej i rezygnowałaś przed czasem?
  9. Czy czujesz się dotknięta, gdy ktoś ci mówi, że wystarczy trochę silnej woli, żebyś przestała się objadać?
  10. Czy wbrew oczywistym faktom nadal żywisz przekonanie, że możesz przejść na dietę, kiedy tylko zechcesz?
  11. Czy pożądasz jedzenia o różnych porach dnia i nocy, innych niż pory normalnych posiłków?
  12. Czy jesz, aby uciec od zmartwień i kłopotów?
  13. Czy kiedykolwiek twoje zdrowie było zagrożone w wyniku otyłości lub sposobu odżywiania się?
  14. Czy twoje zachowania związane z jedzeniem czynią ciebie lub innych nieszczęśliwymi?
Czy odpowiedziałaś "TAK" na trzy lub więcej pytań? Jeśli tak, to możliwe, że masz lub będziesz mieć problem kompulsywnego jedzenia."
źródło: http://www.papilot.pl/zdrowie/czy-jestes-uzalezniona-od-jedzenia,3371,1


obżarstwo
źródło: sznupkowie w podróży życia

jedzenioholizm
www.istotna.pl